|

Wywiad ukazał się w miesięczniku
branżowym dla lekarzy różnych specjalności "MEDYCYNA
PRAKTYCZNA" w lipcu 2005 roku.
Z Bolesławem Piechą posłem
Prawa i Sprawiedliwości rozmawia Andrzej Kaczmarczyk
Andrzej Kaczmarczyk - Na oficjalnej
stronie internetowej PiS najnowszy dokument dotyczący
ochrony zdrowia pochodzi z roku 2003. Jak na partię
idącą po władzę i ważną sprawę to trochę nieświeży dokument.
Bolesław Piecha - Czy nieświeży? Ja
sądzę, że każdy taki dokument zawiera pewne
zasady podstawowe dla partii czyli zasady programowe.
Generalnie jesteśmy za modelem budżetowym ochrony zdrowia,
takim jaki w świecie się zdarza i to wcale nierzadko,
czyli finansowanym z budżetu państwa. To pierwsze założenie.
Drugie założenie to takie, że państwo musi zwiększyć
swoją odpowiedzialność za to co się dzieje w systemie.
Wolnego rynku nie widzimy tak dużo jak inne partie polityczne.
Tego wolnego rynku może być tyle
na ile Polskę stać. W związku z tym poza zlikwidowaniem
Narodowego Funduszu Zdrowia
i wpisaniem tych środków w budżet państwa chcielibyśmy
z tego budżetu sfinansować świadczenia zdrowotne dotyczące
państwowego ratownictwa medycznego...
AK - ...ale idźmy krok po kroku. W
propozycji PiS nie ma NFZ...
BP - ...nie ma!
AK - Nie ma systemu ubezpieczeń. Budżet
zebrał pieniądze i co się dalej dzieje?
BP - Alokuje je. Po pierwsze, przez
centrum tzn. do świadczeń wysokospecjalistycznych
i sfinansowania tego co ma w kompetencji minister. Po
drugie, przez wojewodów do województwa.
AK - A miejsce samorządu?
BP - Samorząd wojewódzki jest właścicielem
publicznych zakładów opieki zdrowotnej.
Te szpitale, które są obecnie powiatowe byłyby szpitalami
wojewódzkimi. Samorząd może uporać się z tym z czym
nie radzimy sobie od lat, tzn. z siecią szpitali. Samorząd
każdego województwa tworzyłby sieć szpitali na swoim
terenie i ona staje się częścią sieci szpitali publicznych
w Polsce.
AK - Kto w modelu PiS jest płatnikiem
dla tych szpitali?
BP - Bezpośrednim wojewoda. On podpisywałby
kontrakty tak ze szpitalami jak i lekarzami pierwszego
kontaktu.
AK - A jest gdzieś miejsce w waszym
systemie na ubezpieczenia?
BP - Tak. Na takie, które nie wchodzą
w krąg koszyka świadczeń podstawowych. Mogą
to być ubezpieczenia komercyjne, dodatkowe.
AK - Ale ja w tym dokumencie z 2003
znalazłem taką informację, że obywatel mógłby zrezygnować
z tych świadczeń budżetowych i przekazać pieniądze ubezpieczycielowi.
BP - Tak, ale spokojnie. Na razie
mamy tylko taki podstawowy zrąb systemu. Podobnie jak
w Wlk. Brytanii obywatel może zrezygnować z państwowego
systemu opieki zdrowotnej
i tworzy się wtedy ubezpieczenia alternatywne. Zdrowotna
cześć podatku idzie wtedy
do ubezpieczyciela, a nie do budzetu.
AK - Czyli składka na ochronę zdrowia
pozostaje wydzielona w podatku?
BP - Tak.
AK - Jak duża byłaby ta zdrowotna
część podatku?
BP - Na poziomie dzisiejszej składki
z tym, że my zakładamy wzrost nakładów na ochronę zdrowia
przynajmniej o 50 proc. w ciągu czterech lat, czyli
3 - 4 mld rocznie więcej przez kolejne cztery lata.
AK - To ile procentowo ta część podatku
by wynosiła?
BP - 9,5 do 10 proc. z PIT-u szłoby
na ten gwarantowany przez państwo podstawowy
pakiet świadczeń zdrowotnych.
AK - Właśnie. Co z koszykiem - pozytywnym
lub negatywnym - tych świadczeń gwarantowanych?
BP - Koszyk świadczeń musi być pozytywny.
AK - Kto go będzie tworzył?
BP - Instytut, który trzeba powołać
na bazie Narodowego Instytutu Zdrowia, a który
jest podporządkowany premierowi. On by się zajmował
w ogóle wszystkim. Prawem, zarządzaniem... Byłby jednostką
naukową, która by się zajmowała zbieraniem danych po
to, by móc zbudować po pierwsze, system sieci szpitali,
po drugie, koszyk
gwarantowanych świadczeń, dalej obudowę prawną, weryfikować
te procedury,
które znalazłyby się w podstawowym koszyku, ustalać
co byłoby w dodatkowym itd.
AK - Wróćmy do uprawnień wojewodów.
Oni podpisywaliby kontrakty tylko z placówkami publicznymi
czy...
BP - Ze wszystkimi, którzy są zarejestrowane
u wojewody, albo tak jak to jest obecnie
w Izbie Lekarskiej czy Pielęgniarskiej.
AK - Na jakich zasadach?
BP - Tak jak dziś na zasadach konkursu
ofert, tylko nie via NFZ lecz via wojewoda.
AK - Czy PiS dopuszcza prywatyzację
szpitali?
BP - Tak. Te, które znajdą się poza
siecią należy sprywatyzować.
Obecnie jest ok. 780 szpitali. Około 500 może być w
sieci.
AK - Czyli rozumiem, że preferowany
przez PiS rodzaj własności szpitali to są szpitale publiczne?
BP - Tak. Podstawowa sieć jest własnością
publiczną. Należy do samorządu wojewódzkiego.
AK - A w jakim trybie miała by nastąpić
prywatyzacja tych pozostałych 280?
BP - To by była kwestia decyzji województwa.
Albo sprzedaż, albo... Tu każdy tryb jest możliwy.
AK - A zdaje Pan sobie sprawę z kwestii
utraty miejsc pracy?
BP - Zdaje sobie sprawę, chociaż nie
sądzę, żeby to wyglądało, aż tak źle jak nam się wydaje.
Część szpitali można przecież scalić, a generalnie w
szpitalach trzeba i tak zwiększyć zatrudnienie. Np.
pielęgniarek jest skandalicznie mało i biorąc pod uwagę
bezpieczeństwo pacjenta to wiele szpitali nie spełnia
podstawowych warunków opieki. Załóżmy, że
w powiecie są dwa szpitale. Jeden wchodzi do sieci,
a pracownicy drugiego na pewno przejdą do tego w sieci.
AK - Cała załoga?
BP - Niekoniecznie.
AK - Jaki jest stosunek PiS do współpłacenia
przez pacjentów?
BP - Bez uporządkowania systemu, a
chaos jest potworny, dziś nie widzimy takiej możliwości.
Lekarz podstawowej opieki, świadczenia ambulatoryjne,
specjalistyczne i szpitale na dzisiejszych zasadach
bez dopłat.
AK - A opłaty hotelowe?
BP - Nie rozważaliśmy tego. Najpierw
koszyk świadczeń i sieć. Bez tego nie można rozmawiać
o współpłaceniu.
AK - Wasz stosunek do świadczenia
usług płatnych w publicznych szpitalach, które mają
kontrakt z Funduszem, ale przekroczyły już limity?
BP - Dziś to niemożliwe. Natomiast
na pewno nie będziemy stosowali takiej wyliczanki jak
to jest dzisiaj w kontraktach. Uważamy, że 80 do 85
proc. wszystkich procedur wykonywanych w szpitalach
można zbudżetować, to znaczy dać szpitalowi budżet bez
limitów. Natomiast najdroższe procedury, wysokospecjalistyczne
dokładnie wycenić przy pomocy jednostki państwowej ale
o dużych kompetencjach autonomicznych i te płacić fee
for service. Generalnie chcemy ograniczyć płacenie fee
for service.
AK - A jak miałaby wyglądać podstawowa
opieka medyczna?
BP - Tak jak dzisiaj. Z dokładnie
opisanymi kompetencjami, tzn. co wchodzi w zakres podstawowej
opieki zdrowotnej, łącznie z bardzo trudną rzeczą czyli
wydzieleniem pewnych środków na diagnostykę i rehabilitację.
Tak jak to jest np. w systemie czeskim.
AK - Czyli lekarz pierwszego kontaktu
nie płaciłby za badania pacjentów?
BP - Płaciłby za badania, tylko było
by to weryfikowane metodą kontroli ordynacji lekarskiej
i nie dostawał by części środków jeżeli nie korzystał
by w pełni z diagnostyki czy rehabilitacji. To zawsze
budzi podejrzenie, że przerzuca te koszty na szpital.
AK - Czy powinien powstać Rejestr
Usług Medycznych?
BP - Bezwzględnie. To jest nasza pięta
Achillesowa i bez RUM, bez dokładnej informacji
o ordynacji lekarskiej, bez możliwości jej kontroli
czy nadzoru każdy system pójdzie z dymem jeżeli chodzi
o finanse.
AK - RUM "książeczkowy"
czy elektroniczny?
BP - Elektroniczny. O książeczkach
trzeba zapomnieć. To historia.
AK - Jak powinna wyglądać refundacja
leków?
BP - Podobnie do dzisiejszej. Nie
chcemy tutaj wielkiej rewolucji. Po pierwsze, trzeba
dokomponować odpowiednio przejrzyste zasada co do tworzenia
list refundacyjnych, bo one dziś nie są przejrzyste.
Po drugie, wprowadzenie leków innowacyjnych na listę
refundacyjną wymagałoby opinii Narodowego Instytutu
Zdrowia Publicznego.
AK - A jak Prawo i Sprawiedliwość
chce ograniczyć nadmierny popyt na leki i świadczenia
medyczne?
BP - Po pierwsze, jeżeli się opisze
dokładnie kompetencje lekarza podstawowej opieki medycznej,
to nie będzie takiej łatwości przerzucania pacjenta
do szpitala na badania.
Dalej. Sam system RUM i ordynacji lekarskiej pozwala
wychwytywać te grupy lekarzy,
którzy nonszalancko podchodzą do systemu wypisując najdroższe
leki nie zawsze uzasadnione. Taki system istniał na
Śląsku, jako system START i tam można było
wychwycić tzw. najdroższych lekarzy i można było również
zapytać pacjenta czy
on rzeczywiście te leki brał.
AK - Czy PiS obliczał ile by ta poważna
zmiana ustroju ochrony zdrowia kosztowała?
BP - Myślę, że ta zmiana nie kosztowała
by dużo, poza stworzeniem i funkcjonowaniem Instytutu
Zdrowia. To jest kwestia kilku, kilkunastu, może kilkudziesięciu
milionów złotych. Myśmy szacowali, że nie więcej niż
25 mln. Natomiast NFZ po likwidacji zostałby wtopiony
w urzędy wojewódzkie. Zresztą i dziś NFZ jest właściwie
jednostką parabudżetową tylko utrzymywaną z wydzielonej
składki.
AK - Wasz projekt systemu ochrony
zdrowia to trzecia już zmiana w ciągu siedmiu lat i
znowu rewolucyjna...
BP - Dlaczego?
AK - No. Zmiana systemu ubezpieczeniowego
na budżetowy. Likwidacja NFZ. Przekazanie kontraktowania
wojewodom. To są diametralne zmiany,
BP - To jest zmiana ale czy rewolucyjna?
Zmiana Kas Chorych na Narodowy Fundusz była rewolucyjna,
tu się zgadzam i zakończyła się niepowodzeniem. Tak
oceniają to pacjenci
i środowiska medyczne. Wszyscy są niezadowoleni.
AK - Nie obawia się Pan, że to będzie
kolejny wstrząs dla systemu?
BP - Nie sądzę, bo można to zrobić
przy długich okresach przejściowych. Rok 2006 to
w zasadzie byłyby przygotowania prawne i organizacyjne,
a system pozostawałby bez zmian. Zmiany nadeszły by
dopiero w latach 2007 i 2008.
AK - Wasza wizja systemu i plany potencjalnego
koalicjanta w rządzie czyli Platformy Obywatelskiej
to zupełnie coś innego...
BP - Różnią się diametralnie. Zgadzam
się. Są jednak pewne punkty wspólne. Koalicjant nie
przedstawił żadnego dokumentu. U nas jest przynajmniej
dokument z roku 2003. Trudno więc dokładnie powiedzieć
co PO proponuje. Jeżeli to ma być zwrot w kierunku tego
co proponują środowiska medyczne, no to będzie rzeczywiście
duży problem.
AK - Rozumiem, że na razie nie prowadziliście
żadnych rozmów?
BP - Te rozmowy są bardzo trudne.
Po pierwsze, mamy dwa różne podejścia. Bardzo propaństwowy
PiS i rynkowy z potężną decentralizacją PO. Ile Platforma
proponuje rynku,
ile decentralizacji to mimo, iż rozmawiam z posłami
PO nie wiem. Natomiast zgadzamy się co
do sieci szpitali, a przynajmniej tak było do wczoraj.
Zgadzamy się co do skatalogowania wreszcie koszyka świadczeń
gwarantowanych. Także co do ratownictwa medycznego jako
struktury państwowej, a nie komercyjnej. Czyli kilka
wspólnych punktów jest. Natomiast jest kwestia najtrudniejsza
czyli kwestia płatnika. Platforma mówi o decentralizacji.
Czy mówi też
o konkurencji ubezpieczycieli tego nie wiem.
AK - Z tego co wiem to tak.
BP - Z tego co słyszałem gdy w Sejmie
był przedstawiany projekt prof. Religii, to ja bym
takich wniosków nie wyciągał, a było to trzy, cztery
miesiące temu. Prof. Religa mówił wtedy
o wzajemnej konkurencji płatnika i wtedy to się spotkało
z więcej niż chłodnym przyjęciem.
AK - Rozumiem, że na razie żadnych
poważnych rozmów PO i PiS w sprawie ochrony zdrowia
nie ma?
BP - Ja myślę, że wszyscy czekają
na wynik wyborczy. Jest umowa, taka bardzo ramowa, że
ten kto wygra wybory będzie proponował rozwiązania wiodące
w tej materii.
AK - Nie szukacie porozumienia, tylko
czekacie kto komu założy nelsona w wyborach
i postawi na swoim.
BP - Czy tak jest do końca to nie
wiem. My przygotowujemy nasz program. Będzie w ok. 90
punktach i niedługo będzie opublikowany. Mam nadzieję,
że Platforma zrobi to samo i wtedy moglibyśmy na ten
temat porozmawiać, już na konkretnych zapisach, a nie
przypuszczeniach lub życzeniach.
AK - Chciałby żebyśmy się odnieśli
do opublikowanej kilkanaście dni temu Deklaracji
środowisk związanych z ochroną zdrowia. 16 organizacji,
związków zawodowych, stowarzyszeń menadżerów, pracodawców
i Naczelna Izba Lekarska przedstawiło
zasady na jakich w przyszłości powinien opierać się
system ochrony zdrowia w Polsce.
BP - Jej idea wywodzi się z takiego
projektu, który z kolei powoływał się na badania wykazujące,
że pacjenci w Polsce bardzo chętnie będą współpłacić
za usługi medyczne.
To był projekt firmowany głównie przez Związek Zawodowy
Lekarzy. Jest to pomysł korporacyjny. Mało tego. To
pomysł świadczeniodawców, a jeszcze dokładniej lekarzy,
no i niektórych środowisk menadżerskich. Tego pomysłu
nie podzielają Izby czy związki zawodowe pielęgniarek
i położnych.
AK - Rzeczywiście nie ma ich w śród
podpisanych.
BP - Ta deklaracja mówi o konkurencji
każdego z każdym, i że rynek wszystko wyreguluje. Według
mnie jest to projekt nierealny i w warunkach polskich
nie do przeprowadzenia.
AK - Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Pierwsze trzy punkty Deklaracji mówią o systemie ubezpieczeniowym
i PiS to odrzuca.
BP - Tak. Dalej mówi się o współpłaceniu
jako zasadzie. Tu dla nas nie ma o czym gadać.
AK - Dalej propozycja by budżet finansował
medycynę ratunkową.
BP - Tu akurat jest zbieżność, ale
Deklaracja proponuje też, że budżet finansuje różne
programy, do których każdy podmiot ma jednakowy dostęp.
To jest dość trudna sprawa,
bo w polskim prawie nie da się bezpośrednio z budżetu
przekazać pieniędzy na jakieś
zadanie podmiotowi prywatnemu.
AK - Czyli będzie jednak problem współpracy
waszego systemu z podmiotami prywatnymi.
BP - Na pewno będzie, bo dziś w polskim
prawie taka możliwość nie istnieje. Nie ma możliwości
przelewania środków na jakiś program wprost z budżetu
do podmiotu
prywatnego. Musiałby tu pośredniczyć samorząd terytorialny.
AK - Czyli postulat równouprawnienia
wszystkich świadczeniodawców bez względu
na rodzaj własności nie wchodzi w rachubę?
BP - Ja sądzę, że trzeba wszystkich
traktować równo, natomiast państwo ma do spełnienia
pewne zadania ogólne i w związku z tym musi zapewnić
sobie realne narzędzia do realizacji tej polityki i
stąd sieć szpitali publicznych jako realne narzędzie.
AK - Cytuję dalej: swobodny wybór
świadczeniodawcy przez pacjenta.
BP - Nie chcemy tego kwestionować.
Uważamy, że pacjent może wybrać podstawową opiekę zdrowotną
i szpital, natomiast nie może być tak, że pacjent przychodzi
do lekarza POZ, notuje się to jako fakt i za ten fakt
się płaci. Taka metoda zapłacenia za każdą usługę dla
nas jest nie do przyjęcia.
AK - Przejdźmy teraz do spraw bieżących.
Czy PiS zamierza interweniować w sprawie rosnących wydatków
na refundacje spowodowanych przez jedną z sieci aptek,
która wprowadziła promocyjną sprzedaż refundowanych
leków za 1 grosz?
BP - Ba. Interweniować próbowaliśmy
już dawno. To oczywiście nie żadna akcja promocyjna
tylko numer wycinany na koszt podatnika. Zastanawialiśmy
się bardzo poważnie nad wprowadzeniem, jeśli chodzi
o leki refundowane, cen urzędowych. Inne leki oczywiście
po cenach wolnorynkowych. W Sejmie leży taki projekt.
Przy pracach nad ustawą o NFZ było
to podnoszone, ale rząd się na to nie zdecydował. Dzisiaj
wymyśla, a to leki specjalnego przeznaczenia, o których
ja mówię leki specjalnej troski, a to wymyśla jakieś
inne bariery.
My skłaniamy się do określenia cen urzędowych na leki
objęte systemem refundacji.
AK - Czyli do końca roku ten problem
nie zostanie rozwiązany?
BP - Nie ma drogi prawnej, żeby to
rozwiązać. Może ministerstwo spróbuje coś zrobić
w rozporządzeniu, ale to mało prawdopodobne, bo apteka
może stosować takie chwyty.
AK - Szef krakowskiej Okręgowej Izby
Aptekarskiej zapytał Izbę Skarbową czy od tego prezentu
za 1 grosz pacjenci nie będą musieli zapłacić podatku
dochodowego.
BP - No i co?
AK - Skarbówka twierdzi, że trzeba
zapłacić podatek, a apteka musi wystawić PIT 8c. Wychodzi
na to, że ci którzy skorzystali z promocji jednak zapłacą
i to podwójnie. Raz jako płatnicy składki do NFZ, bo
to Fundusz wypłaca refundacje za leki po promocyjnej
cenie.
Dwa, będą musieli zapłacić podatek dochodowy. Wszystko
będzie zgodne z prawem,
tylko nie będzie sprawiedliwie.
BP - No tak. Ze sprawiedliwością jest
właśnie tak jak jest, jeśli się nie przyjmie pewnych
rozwiązań prawnych, np. cen urzędowych na leki refundowane.
AK - 16 szpitali w woj. łódzkim wypowiedziało
kontrakty. Czy Pańskim zdaniem to jest konflikt, który
będzie narastał?
BP - Tak. Te kryzysy będą się ciągnąć.
One zostały sprowokowane komercjalizacją w ochronie
zdrowia. Pierwsze zrobiło to Porozumienie Zielonogórskie,
które działa jak typowa korporacja, jak holding, który
jest monopolistą na rynku. W Polsce monopolistą nie
jest tylko NFZ. Tworzą się też monopole świadczeniodawców.
To jest trudna sprawa. Jest natomiast pytanie jakie
narzędzia mają właściciele tych szpitali. Pewnie mają
narzędzia, które mogą porządkować ten system, bo szpitale
są publiczne i dla mnie to jest rzecz skandaliczna.
AK - I Pańskim zdaniem kryzys obejmie
jesienią całą Polskę?
BP - Jeżeli nie uda się go teraz spacyfikować
to tak, bo jest kampania wyborcza i w takiej sytuacji
rodzą się wszystkie możliwe demony i stwory wypuszczone
z przysłowiowej puszki Pandory.
AK - A jakby Pan to spacyfikował?
BP - Trzeba rozmawiać z marszałkiem
województwa i podmiotami samorządowymi.
AK - No ale samorządowcy nie mają
dostępu do kontraktów.
BP - Ale mają łatwy dostęp do dyrektorów...
AK - ...i co mają z tym zrobić?
BP - Powinni wymusić świadczenie opieki
zdrowotnej dla pacjentów, a nie drobny interes paru
ludzi...
AK - Czyli przymusić swoje szpitale
do zadłużania się?
BP - Niekoniecznie. Nie jest tak,
że wszyscy się zadłużają. Coraz więcej szpitali coraz
lepiej sobie radzi.
AK - A ma Pan odpowiedź na pytanie
dlaczego jedne szpitale zadłużają się, a inne nie?
BP - Z różnych względów. Raz, to są
względy historyczne, bo mieli słabe kontrakty i to się
nawarstwia. Dwa. Są szpitale generalnie niedostosowane
do potrzeb miejscowych. Są za duże, albo są stare i
zdewastowane. Trzy, to słaby, bardzo słaby nadzór właścicielski.
Cztery to błędy w zarządzaniu. Natomiast generalnie
nadmiaru środków finansowych
w polskim systemie nie ma.
AK - Zgadzam się ze słabym nadzorem
właścicielskim, ale właśnie Pan zaproponował, żeby właściciel
nakazał dyrektorom wykonywanie świadczeń, na które nie
ma pieniędzy.
BP - Nie jest tak do końca. Byłem
ostatnio w jednym z łódzkich szpitali i najdziwniejsze
było to, że przy słabym zarządzaniu zadłużył się potwornie,
a teraz bieżąca działalność operacyjna wcale nie jest
taka fatalna. Czyli coś wewnątrz szpitala było nie tak.
AK - A co sądzi Pan o projekcie rozporządzenia
ministra o kolejkach. Przewiduje on przypadki pilne,
stabilne oraz pacjentów objętych cyklem leczenia.
BP - Pomysł jak pomysł. Kolejka musi
być uregulowana w sposób transparentny. Natomiast segregowanie
chorych ludzi, pacjentów jest nieporozumieniem. Tu jednak
wskazania medyczne muszą powodować przyśpieszenie czy
ominięcie kolejki. Tylko wskazania medyczne.
AK - To jest Pan za czy przeciw?
BP - Przeciw segregacji absolutnie.
AK - Ale projekt polega na segregacji.
To jest Pan przeciw.
BP - Przeciw. Kolejka jest regulowana
na całym świecie. U nas to są dopiero pierwsze próby.
To działa dopiero kilka miesięcy. My próbujemy już w
tym grzebać, natomiast nie kontrolujemy tego. Powinien
być centralny rejestr na poziomie województwa i powiatu
z dostępem do internetu. Tyle. Oczywiście wskazania
medyczne jeśli ktoś przeskakuje kolejkę. To jest w stanie
ocenić tylko lekarz, nikt inny, ale on powinien być
zobowiązany to udokumentować,
a fakt ominięcia kolejki jest widoczny na internetowej
liście i może być kontrolowany.
AK - Co Pan myśli o możliwości dotowania
publicznych placówek z budżetów samorządowych i budżetu
państwa co przewiduje projekt nowelizacji ustawy o ZOZ-ach?
BP - Myślę pozytywnie.
AK - Czy to nie forma przedpłaty zamiast
spłaty późniejszego zadłużenia?
BP - To Pan to tak nazywa. Ja uważam,
że właściciel w tym regulowanym rynku powinien mieć
instrumenty finansowe.
AK - A co Pan sądzi o propozycji antykorupcyjnej,
tzn. o obowiązkowych oświadczeniach majątkowych konsultantów
medycznych i utrudnieniach w dodatkowej pracy dla kierowników
ZOZ-ów?
BP - Też myśle pozytywnie, aczkolwiek
to jest nadmiernie skomplikowane. Tam się proponuje
m.in. jakieś specjalne komisje... PiS będzie więc raczej
za, choć z pewnymi modyfikacjami.
AK - A dostosowanie szpitali i ZOZ
do zaostrzonych wymogów sanitarnych?
BP - Bezwzględnie za, bo to jest jedyna
dziś możliwa droga do stworzenia sieci szpitali, które
będą spełniać przyzwoite warunki sanitarne.
AK - Ile to będzie kosztować zwłaszcza
w starych szpitalach?
BP - Myślę, że sporo, ale kto powiedział,
że stary szpital musi przetrwać? Trzeba modernizować,
albo zlikwidować. Nie można leczyć się w lazaretach.
Ja widziałem nowoczesne szpitale nawet w bardzo starych
budynkach. Np. w Barcelonie jest chyba XVII wieczny
budynek, a w nim bardzo nowoczesny szpital św. Pawła.
Zapłacił za to budżet państwa łącznie z budżetem komunalnym.
W Hiszpanii ten system budżetowy ma się nieźle,
a był za Franco systemem ubezpieczeniowym.
AK - Jeszcze kilka pytań od internautów,
których nie omówiliśmy. Jaki Pana partia znajduje środek
na powstrzymanie emigracji zarobkowej lekarzy i pielęgniarek?
BP - Wzrost nakładów i wzrost pensji.
Nie ma wyjścia.
AK - A ustawowa regulacja wysokości
pensji?
BP - Chyba nie. Wzrost nakładów, który
przewidujemy jest jednym z podstawowych warunków. Inaczej
nie mamy szans na powstrzymanie tego odpływu.
AK - Kiedy wejdzie w życie ustawa
o ratownictwie medycznym?
BP - Bardzo bym chciał, ale nie w
przyszłym roku. Nikt w ministerstwie nad tym nie pracuje.
Sądzę, że najwcześniej w 2007 roku.
AK - Czy placówką służby zdrowia powinien
według Pana i PiS zarządzać lekarz czy menadżer?
BP - Nie ma znaczenia. Natomiast uważam,
że byłoby dobrze gdyby menadżer znał również kuchnię
medyczną.
AK - A zdaje Pan sobie sprawę z dość
napiętych stosunków na linii lekarze - kadra menadżerska?
BP - Dlatego ten, kto zarządza szpitalem
nie powinien buszować po szpitalu jako ordynator, albo
pracować w kilku innych miejscach.
AK - Dziękuję za rozmowę.
|